Spis treści
- Znaki czasów ostatecznych – Ewangelia Mateusza rozdział 24 – interpretacja
- Mateusza rozdział 24 to podwójne proroctw w tym czasów ostatecznych
- Pierwsze ostrzeżenie przed zwiedzeniem i fałszywymi mesjaszami
- Wojny, konflikty i niepokój narodów jako znaki czasów końca
- Prześladowania, zdrady i oziębnięcie miłości w czasach ostatecznych
- Wytrwanie do końca i głoszenie Ewangelii wszystkim narodom
- Znaki ohydy spustoszenia i nagła ucieczka
- Wielki ucisk i kolejna fala zwiedzenia czasów końca
- Znaki kosmiczne i objawienie się Syna Człowieczego
- Bliskość wydarzeń, nieznany dzień i wezwanie do czujności
Znaki czasów ostatecznych – Ewangelia Mateusza rozdział 24 – interpretacja
Jezus Chrystus w Ewangelii Mateusza, w rozdziale 24, opisuje znaki, które mają poprzedzać Jego ponowne przyjście na ziemię. Część z nich można powiązać z wydarzeniami znanymi z historii. Jednak samo podobieństwo nie przesądza o ich ostatecznym wypełnieniu. Proroctwo to ma bowiem więcej niż jedną interpretację. Poza tym, nie wszystko dzieje się jednocześnie i dotyczy jednego momentu. Dlatego warto uważnie prześledzić ten rozdział, w kolejności, w jakiej Jezus przekazuje swoje słowa.
Czasy ostateczne a znaki w Biblii – najważniejsze informacje
- Ewangelia Mateusza, rozdział 24 opisuje jedno proroctwo w dwóch perspektywach czasowych – I wiek n.e. oraz czasy ostateczne.
- Zburzenie świątyni w Jerozolimie (70 r. n.e.) było pierwszym wypełnieniem zapowiedzi Jezusa.
- Wojny, głód, choroby i trzęsienia ziemi to początek boleści, nie znak końca.
- Fałszywi mesjasze i prorocy pojawiają się masowo, szczególnie w czasie kryzysów.
- Prześladowania wierzących mają dotyczyć imienia Jezusa, nie ogólnej religijności.
- Ewangelia ma być głoszona wszystkim narodom, zanim nadejdzie koniec.
- Powrót Syna Człowieczego będzie widoczny dla wszystkich, nagły i niemożliwy do pomylenia.
Mateusza rozdział 24 to podwójne proroctw w tym czasów ostatecznych
"(1) A gdy Jezus opuszczał świątynię i odchodził, przystąpili uczniowie jego, aby mu pokazać zabudowania świątyni. (2) A On, odpowiadając, rzekł do nich: Czy nie widzicie tego wszystkiego? Zaprawdę powiadam wam, nie pozostanie tutaj kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony. (3) A gdy siedział na Górze Oliwnej, przystąpili do niego uczniowie na osobności, mówiąc: Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?"
Słowa Jezusa zapisane w 24 rozdziale Ewangelii Mateusza nie odnoszą się do jednego momentu w historii. Mają szerszy zakres i wskazują na więcej niż jedną interpretację czasową. Obejmują wydarzenia, które miały nadejść wkrótce po Jego śmierci, ale jednocześnie prowadzą dalej. Gdzie? Ku czasom ostatecznym.
Już w pierwszych wersetach Jezus zapowiada zburzenie świątyni jerozolimskiej. To proroctwo rzeczywiście wypełniło się w pierwszym wieku naszej ery. Jerozolima została zniszczona, a świątynia przestała istnieć.
Uczniowie pytają, kiedy to się stanie i jaki będzie znak Jego przyjścia oraz końca świata. Jezus jednak nie odpowiada im wprost na kwestię czasu. Nie podaje daty ani kolejnych lat. Zamiast tego przedstawia ciąg wydarzeń, które mają następować po sobie. Jedno proroctwo spełnia się szybko, inne wyraźnie wykraczają poza tamto pokolenie. Gdzie więc postawić granicę?
Łatwo dojść do wniosku, że cały rozdział dotyczy wyłącznie wydarzeń pierwszego wieku. Taki odbiór bywa jednak mylący. Biblia rzadko ogranicza się do jednego poziomu znaczeń, zwłaszcza w tekstach proroczych. Często to, co bliskie w czasie, splata się z tym, co przyszłe i dalekie.
Podobny schemat widać w równoległych opisach tej samej mowy Jezusa. W Ewangelii Marka, rozdział 13, oraz w Ewangelii Łukasza, rozdział 21, nacisk wyraźniej pada na obecne życie apostołów. U Mateusza zaś perspektywa proroctw zostaje znacznie rozszerzona. Tekst łączy wydarzenia historyczne które już się wydarzyły, za życia apostołów z zapowiedziami czasów ostatecznych. Nie ma tu jednak prostego oddzielania jednego od drugiego. Jedno zdanie może więc opisywać czasy dla nas przeszłe jak i przyszłe.
Taki sposób przekazu nie jest wyjątkiem. W wielu miejscach Pisma Świętego jeden fragment odnosi się jednocześnie do danej sytuacji historycznej i do przyszłych wydarzeń. W psalmach bywa podobnie. Jeden tekst opisuje doświadczenia Dawida, a jednocześnie kieruje uwagę ku Jezusowi. Podwójna perspektywa nie jest dodatkiem – stanowi część biblijnego języka proroctw.
Pierwsze ostrzeżenie przed zwiedzeniem i fałszywymi mesjaszami
"(4) A Jezus odpowiadając, rzekł im: Baczcie, żeby was kto nie zwiódł. (5) Albowiem wielu przyjdzie w imieniu moim, mówiąc: Jam jest Chrystus, i wielu zwiodą."
Zwiedzenia pojawiały się już bardzo wcześnie. Widać to w listach kierowanych do pierwszych zborów, gdzie apostołowie ostrzegali przed fałszywą nauką i ludźmi podszywającymi się pod posłańców Boga. Problem istniał więc już w czasach apostolskich. Słowa Jezusa nie były więc teoretyczne.
Dziś sytuacja wygląda podobnie, choć skala jest większa. Pojawiają się osoby, które ogłaszają się mesjaszami albo przypisują sobie szczególną rolę. Czasem robią to świadomie, czasem są o tym przekonane. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że inni za nimi idą. Dlaczego tak łatwo?
Jednym z powodów jest brak sięgania do źródła. Wielu ludzi opiera się wyłącznie na tym, co mówią inni, nie sprawdzając tego w Piśmie Świętym. Bez czytania Biblii łatwo ulec wpływowi. Przed tym właśnie Jezus ostrzegał jako pierwszym znakiem.
Wojny, konflikty i niepokój narodów jako znaki czasów końca
"(6) Potem usłyszycie o wojnach i wieści wojenne. Baczcie, abyście się nie trwożyli, bo musi się to stać, ale to jeszcze nie koniec. (7) Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, i będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi. (8) Ale to wszystko dopiero początek boleści."
Wojny towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Trudno wskazać dłuższy okres w ostatnich dwóch tysiącach lat, w którym panowałby trwały pokój. Konflikty pojawiały się bez przerwy, także te prowadzone pod hasłami religijnymi. Krucjaty, wojny między chrześcijanami, a potem długotrwałe starcia w Europie, jak wojna trzydziestoletnia. To wszystko odcisnęło swoje piętno na całych pokoleniach.
Później przyszły wojny światowe. Skala zniszczeń była tak ogromna, że wielu ludzi żyjących w tamtym czasie uznawało je za ostateczne. Trudno było wyobrazić sobie coś gorszego. Czy może być jeszcze gorzej? Takie myślenie pojawiało się naturalnie, zwłaszcza gdy świat wyglądał na całkowicie wyniszczony.
Jezus jednak wyraźnie zaznacza, że wojny same w sobie nie oznaczają końca. Mają się wydarzać, ale nie są punktem kulminacyjnym. Do tego dochodzą głód, choroby i trzęsienia ziemi. Te zjawiska także nie są nowe. Towarzyszyły ludziom od wieków i są obecne również dziś.
Istotne jest jednak to, co pojawia się w dalszej perspektywie proroctwa. Mowa jest o nasileniu. O większej skali i sytuacjach, w których wojny, głód i choroby nakładają się na siebie. W dotychczasowych konfliktach, nawet bardzo krwawych, jedzenie zwykle było dostępne. A choroby? One były ale nie paraliżowały świata na tyle, by zatrzymać działania zbrojne. To pozwala przypuszczać, że opis Jezusa sięga dalej niż to, co już znamy. Początek boleści dopiero otwiera ciąg wydarzeń, które mają być jeszcze bardziej niszczycielskie.
Prześladowania, zdrady i oziębnięcie miłości w czasach ostatecznych
"(9) Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego. (10) I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić. (11) I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. (12) A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie."
W tym fragmencie Jezus mówi wprost o prześladowaniach ludzi wierzących w Niego. Nie chodzi ogólnie o wiarę w jakąkolwiek siłę wyższą, lecz o wiarę w Jezusa jako Zbawiciela. To właśnie ona ma stać się powodem wrogości. Nienawiść, odrzucenie, a nawet wydawanie jednych drugich mają dotyczyć tych, którzy przyznają się do Jego imienia. Komu będą wydawani? Władzy. Albo strukturom religijnym, które uznają ich za zagrożenie.
Historia zna już takie sytuacje. Wystarczy wspomnieć okres inkwizycji, gdy osoby sprzeciwiające się dominującej doktrynie były wydawane, sądzone i karane. Często przez ludzi deklarujących wiarę. To pokazuje, że prześladowania nie muszą przychodzić wyłącznie z zewnątrz. Mogą rodzić się wewnątrz środowisk religijnych. Czy to możliwe ponownie?
Oczywiście. Wystarczy odpowiedni kryzys, strach i napięcie społeczne. Potem wystarczy wskazać winnych. W polityce i władzy mechanizm jest prosty i znany od wieków. Ludzi można łatwo nastawić przeciwko innym, jeśli wmówi się im, że to właśnie oni są źródłem problemów. Ten schemat regularnie powraca w historii politycznej i społecznej.
Jezus zapowiada także wzrost liczby fałszywych proroków. I to widać szczególnie wyraźnie dziś. Internet, media i platformy wideo pełne są osób twierdzących, że prowadzą na jedyną właściwą drogę. Powołują się na rzekome objawienia lub dar proroctwa. Dla kogo to działa? Dla tych, którzy nie sięgają do Pisma. Bez osobistej lektury łatwo zaufać charyzmie mówiącego.
Skutkiem jest coś jeszcze. Beznadziejnie proste, a jednocześnie groźne. Gdy bezprawie się rozszerza, a prawda przestaje mieć znaczenie, relacje między ludźmi ulegają rozpadowi. Zaufanie znika., a miłość stygnie. I to właśnie Jezus wskazuje jako jeden z najbardziej niepokojących znaków, bo dotyka on nie struktur, lecz serc.
Czy można więc uznać obecne prześladowania za czasy końca? Niekoniecznie. Historia zna okresy znacznie brutalniejsze. Wystarczy przypomnieć inkwizycję albo czasy stalinowskie, gdy władza systemowo niszczyła wiarę w Boga. W porównaniu z tamtymi realiami, w dzisiejszej Europie i w wielu innych częściach świata nadal można bez większych przeszkód czytać Pismo i mówić o Ewangelii.
Oczywiście istnieją kraje, w których chrześcijaństwo jest tępione. Nawet w państwach o tradycjach chrześcijańskich pojawiają się nagonki na tych, którzy trzymają się Słowa. To jednak wciąż nie jest skala zapowiedziana w Biblii. Gdybyśmy żyli w realiach Związku Radzieckiego, łatwo byłoby uznać, że to już ten moment. Dziś jeszcze w nim nie jesteśmy. A to prowadzi do wniosku, że opisane przez Jezusa wydarzenia sięgają dalej. I że to, co nadejdzie, może być trudniejsze niż wszystko, co świat widział wcześniej.

Wytrwanie do końca i głoszenie Ewangelii wszystkim narodom
"(13) A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (14) I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec."
W tych wersetach pojawia się wyraźny przełom. Po zapowiedziach cierpienia i napięcia Jezus przechodzi do słów, które niosą otuchę. Podkreśla jedno – wytrwanie ma znaczenie. Ten, kto nie wyprze się Jego imienia, zostaje objęty obietnicą zbawienia. Nie jest to obietnica łatwej drogi, lecz wierności mimo presji.
Pojawia się też druga zapowiedź. Ewangelia o Królestwie ma być głoszona wszystkim narodom. Co to oznacza? Można z tego wnioskować, że nie wszyscy ulegną strachowi. Będą tacy, którzy się nie załamią. Mimo gróźb, nacisków i ryzyka pozostaną przy wierze. I pójdą dalej – nadal będą mówić o Ewangelii. To ważne, bo pokazuje, że przeszkody nie zatrzymują przekazu. Historia potwierdza ten schemat. Im większy ucisk, tym większa determinacja części wierzących.
Znaki ohydy spustoszenia i nagła ucieczka
"(15) Gdy więc ujrzycie na miejscu świętym ohydę spustoszenia, którą przepowiedział prorok Daniel - kto czyta, niech uważa - (16) wtedy ci, co są w Judei, niech uciekają w góry; (17) kto jest na dachu, niech nie schodzi, aby co wziąć z domu swego; (18) a kto jest na roli, niech nie wraca, by zabrać swój płaszcz. (19) Biada też kobietom brzemiennym i karmiącym w owych dniach. (20) Módlcie się tylko, aby ucieczka wasza nie wypadła zimą albo w sabat."
Te wersety najmocniej pasują do czasów apostolskich. Odnoszą się do najazdu Rzymian na Jerozolimę i zniszczenia miasta wraz ze świątynią. Dla ówczesnych uczniów Jezusa było to ostrzeżenie, a nie symbol. To akurat były wydarzenia, które miały nadejść w krótkim czasie. I rzeczywiście nadeszły w pierwszym wieku.
Jednocześnie nie da się zamknąć tych słów wyłącznie w tamtym okresie. Jezus mówi o „ohydzie spustoszenia”, odwołując się wprost do proroctwa Daniela. Tam pojawia się zapowiedź przymierza, jego zerwania i postawienia obrzydliwości w miejscu świętym. To sprawia, że tekst zaczyna wykraczać poza historię Jerozolimy. I dlatego ten fragment bywa odbierany jako zapowiedź czasów końca. Tak należy go czytać – podwójnie.
Księgi Daniela rozdział 9 werset 27: "I zawrze ścisłe przymierze z wieloma na jeden tydzień, w połowie tygodnia zniesie ofiary krwawe i z pokarmów. A w świątyni stanie obraz obrzydliwości, który sprawi spustoszenie, dopóki nie nadejdzie wyznaczony kres spustoszenia."
Pomocne są tu również słowa z Apokalipsy Jana 13-17 "(13) I zwodzi mieszkańców ziemi przez cuda, jakie dano mu czynić na oczach zwierzęcia, namawiając mieszkańców ziemi, by postawili posąg zwierzęciu, które ma ranę od miecza, a jednak zostało przy życiu. (15) I dano mu tchnąć ducha w posąg zwierzęcia, aby posąg zwierzęcia przemówił i sprawił, że wszyscy, którzy nie oddali pokłonu posągowi zwierzęcia, zostaną zabici. (16) On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, (17) i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia."
Opis posągu, przymusu oddawania czci i karania śmiercią tych, którzy się sprzeciwią, pokazuje system połączonej władzy politycznej i religijnej. Taki układ nie jest niczym nowym. Już istniał. W historii była siła, która wymagała bezwzględnego posłuszeństwa i karała śmiercią sprzeciw wobec narzuconej doktryny. Wystarczy wspomnieć inkwizycję. Czy coś takiego może się powtórzyć? Oczywiście, że tak.
Wystarczy odpowiednie porozumienie polityczne. Sojusz największych mocarstw. Presja na mniejsze państwa, które z obawy przed wojną podporządkują się narzuconym decyzjom. Przykłady takich mechanizmów widzimy już dziś. W ciągu kilku lat świat może zmienić się nie do poznania, nawet jeśli teraz wydaje się to niemożliwe. Historia pokazuje, że takie scenariusze nie są wyjątkowe.
Polecenie ucieczki w góry i porzucenia wszystkiego podkreśla jedno – tempo wydarzeń. Wszystko wydarzy się błyskawicznie. Wzmianka o kobietach brzemiennych i karmiących tylko to wzmacnia. To zapowiedź chaosu i zaskoczenia. Długie lata spokoju w Europie rozleniwiły naszą czujność. Wojna na Ukrainie była przebudzeniem, ale to jeszcze nie pełny obraz. Jeśli proroctwo ma się wypełnić, to skala i szybkość nadchodzących wydarzeń zaskoczą wielu.
A co z zimą i sabatem? Ucieczka w warunkach zimowych jest znacznie trudniejsza niż o innych porach roku. Mróz, śnieg, brak schronienia i żywności potęgują zagrożenie. Jezus wskazuje więc na realne utrudnienia, z jakimi mieli się zmierzyć uciekający.
Sabat, czyli biblijna sobota – siódmy dzień tygodnia – był przeznaczony na odpoczynek i radość przed Bogiem. Dla Żydów miał szczególne znaczenie. Konieczność ucieczki właśnie tego dnia oznaczałaby, że czas poświęcony Bogu nie różniłby się niczym od pozostałych dni. To jeszcze bardziej podkreśla jak nagłe i bezwzględne mają być te wydarzenia.
Czy to już się stało? Zdecydowanie nie, ale nadejdzie błyskawicznie. Z racji tego, że nadejdzie mega szybko, a prześladowani będą ci co nie oddają hołd ustrojowi religijnemu wydaje się, że ten znak proroctwa czasów ostatecznych będzie najłatwiejszy do odróżnienia.
Wielki ucisk i kolejna fala zwiedzenia czasów końca
(21) Wtedy bowiem nastanie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie. (22) A gdyby nie były skrócone owe dni, nie ocalałaby żadna istota, lecz ze względu na wybranych będą skrócone owe dni. (23) Gdyby wam wtedy kto powiedział: Oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie. (24) Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych. (25) Oto przepowiedziałem wam. (26) Gdyby więc wam powiedzieli: Oto jest na pustyni - nie wychodźcie; oto jest w kryjówce - nie wierzcie.
Jezus ponownie zapowiada ucisk i prześladowania. To powtórzenie nie jest przypadkowe. Można je odczytać na dwa sposoby. Po pierwsze, zapowiada kolejną falę ucisku, znacznie cięższą niż wcześniejsze. Wizję świata pogrążonego w przemocy, strachu i fałszywej religijności. Po drugie, powrót do tego samego tematu wzmacnia przekaz. Ma się to wydarzyć. I trzeba zwrócić na to szczególną uwagę.
Podwójne podkreślenie prześladowań oraz fałszywych proroków pokazuje skalę zjawiska. To nie będą pojedyncze przypadki ani marginalne postacie. Zwiedzenie ma być silne, masowe i przekonujące. Jezus mówi nawet o znakach i cudach. To ważne, bo cuda same w sobie nie są gwarancją prawdy. Pismo pokazuje, że także przeciwnik Boga potrafi działać w sposób nadnaturalny. Zwiedzenie nie zawsze wygląda prymitywnie. Często bywa bardzo przekonujące.
Presja strachu i groźba utraty życia tylko to wzmocnią. W takich warunkach łatwiej ulec wpływowi, łatwiej też nastawić ludzi przeciwko tym, którzy trwają przy prawdzie. Dlatego Jezus tak mocno ostrzega. Bez znajomości Biblii bardzo łatwo dać się wciągnąć w fałsz. Szczególnie wtedy, gdy ktoś mówi pewnym głosem i obiecuje bezpieczeństwo.
Widać to szczególnie dziś. W internecie powstało mnóstwo kanałów religijnych, z których spora część z Bogiem ma niewiele wspólnego. Liczy się sensacja, emocje i strach. Krótkie filmy robione są tak, by szokować albo wymuszać reakcję. Stosowane są manipulacje typu: „Udostępnij, bo inaczej…”, „daj lajka, a spotka cię dobro”, itp. To nie ma nic wspólnego z Ewangelią.
Coraz częściej pojawia się też zamykanie treści udostępnione po zapłacie. Czyli dostęp tylko dla sponsorów. Jakby za słuchanie Słowa Bożego trzeba było płacić. To już nie jest głoszenie, lecz handel. Owszem, Biblia mówi, że „Tak też postanowił Pan, ażeby ci, którzy ewangelię zwiastują, z ewangelii żyli.” (1 Koryntian 9,14). To jednak zupełnie co innego niż stawianie pieniędzy ponad Słowem Bożym. Jeśli ktoś chce byś płacił za słuchanie Słowa Bożego, to najlepiej przestań go słuchać.
Problem staje się jeszcze głębszy. Wielu ludzi nie idzie już za Bogiem, lecz za swoimi liderami. Bez sprawdzania i weryfikacji, opierając się na ich charyzmie. A Jezus wyraźnie mówi, by nie wierzyć każdej informacji, nawet jeśli pada w religijnym kontekście. Dlatego tak istotne jest, by wiedzieć, czego się spodziewać, i opierać wiarę na Piśmie, a nie wyłącznie na tym, co mówią inni.

Znaki kosmiczne i objawienie się Syna Człowieczego
"(27) Gdyż jak błyskawica pojawia się od wschodu i jaśnieje aż na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego, (28) bo gdzie jest padlina, tam zlatują się sępy. (29) A zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone. (30) I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą, (31) i pośle aniołów swoich z wielką trąbą, i zgromadzą wybranych jego z czterech stron świata z jednego krańca nieba aż po drugi."
W tym fragmencie Jezus opisuje sposób swojego powrotu. Przyjście Syna Człowieczego ma być jak błyskawica – nagłe, widoczne i niemożliwe do przeoczenia. Od wschodu aż po zachód. To oznacza jedno. Jezus nie będzie wcześniej przebywał gdzieś w ukryciu na ziemi. Jeśli ktoś ogłasza się mesjaszem i twierdzi, że już jest obecny – to oszust. I właśnie przed tym Jezus ostrzega. Nie daj się zwieść.
Obraz padliny i sępów jest mocny i nieprzyjemny. I taki ma być. Padlina to obraz świata skażonego przemocą, prześladowaniami i odrzuceniem prawdy. Ludzi, którzy niszczyli tych, którzy trwali przy Bogu. Sępy pojawiają się jako znak nadchodzącego sądu. Innymi słowy będzie to wykonanie sprawiedliwości.
Dalej pojawiają się znaki na niebie. Zaćmienie słońca i księżyca nie wygląda tu jak zwykłe zjawisko astronomiczne. To nie są typowe zaćmienia, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Opis sugeruje coś zupełnie innego. Coś, czego jeszcze nie widzieliśmy. Spadające gwiazdy również nie muszą oznaczać dosłownego „spadania” ciał niebieskich. Bardziej wskazują na zjawiska, które wykraczają poza znane nam schematy. Niebo przestaje zachowywać się tak, jak dotąd.
I wtedy pojawia się znak Syna Człowieczego. Widoczny dla wszystkich. Nie tylko dla wybranych grup czy wtajemniczonych. Wszystkie narody zobaczą Go przychodzącego w mocy i chwale. Zaraz potem następuje zgromadzenie wybranych z całego świata. To moment kulminacyjny. Punkt, którego nie da się pomylić z żadnym innym wydarzeniem w historii.
Bliskość wydarzeń, nieznany dzień i wezwanie do czujności
"(32) A od figowego drzewa uczcie się podobieństwa: Gdy gałąź jego już mięknie i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. (33) Tak i wy, gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi. (34) Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. (35) Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. (36) A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec. (37) Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego. (38) Bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do arki, (39) i nie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. (40) Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. (41) Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. (42) Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie. (43) A to zważcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której porze złodziej przyjdzie, czuwałby i nie pozwoliłby podkopać domu swego. (44) Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie. (45) Kto więc jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan postawił nad czeladzią swoją, aby im dawał pokarm o właściwej porze? (46) Szczęśliwy ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego. (47) Zaprawdę powiadam wam, że postawi go nad całym mieniem swoim. (48) Jeśliby zaś ów zły sługa rzekł w sercu swoim: Pan mój zwleka z przyjściem, (49) i zacząłby bić współsługi swoje, jeść i pić z pijakami, (50) przyjdzie pan sługi owego w dniu, w którym tego nie oczekuje, i o godzinie, której nie zna. (51) I usunie go, i wyznaczy mu los z obłudnikami; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów."
W tym fragmencie Jezus posługuje się obrazem. Drzewo figowe. Gdy pojawiają się liście, wiadomo, że lato jest blisko. Nie trzeba daty, wystarczy rozpoznać znaki. Tak samo ma być z wydarzeniami, o których mówił wcześniej. Gdy zaczną się spełniać, będzie jasne, że czasy końca nadchodzą.
Najwięcej pytań budzi werset mówiący o tym, że „to pokolenie” nie przeminie. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby wszystko miało się wydarzyć jeszcze za życia ludzi słuchających Jezusa. A przecież nie doszło wtedy do powrotu Zbawiciela w chwale wraz z aniołami. Dlatego ten fragment trzeba czytać podobnie jak wcześniejsze proroctwa – podwójnie. Dla tamtych ludzi oznaczał zburzenie Jerozolimy i prześladowania pierwszych chrześcijan. Jednocześnie zapowiada wydarzenia końcowe, które dotkną ostatnie pokolenie na ziemi.
Jezus podkreśla też coś bardzo wyraźnie. Dnia ani godziny nie zna nikt. Nawet aniołowie. To zamyka drogę wszelkim wyliczeniom i spekulacjom. Koniec nadejdzie nagle. Szybciej, niż wielu się spodziewa. Zastanie ludzi w zwyczajnych czynnościach, takich jak jedzenie, praca czy codzienne sprawy. Tak było za dni Noego i tak ma być ponownie. Ilu się tego spodziewa?
Obraz dwóch osób pracujących obok siebie pokazuje rozdzielenie. Jedna zostaje wzięta, druga pozostaje. Dlatego Jezus kolejny raz wraca do wezwania do czujności. Nie po to, by żyć w strachu, lecz w gotowości. Z myślą o Bogu. Bo nawet jeśli czasy końca nie nadejdą za naszego życia, to i tak nie wiemy, kiedy dobiegnie końca nasze własne życie.
Ostatni obraz wiernego i niewiernego sługi domyka całość. Jedni uznają, że Pan zwleka. Żyją tak, jakby nic miało się nie wydarzyć. Inni trwają w wierności, wykonując to, co zostało im powierzone. Różnica ujawnia się w chwili powrotu. I wtedy nie będzie już czasu na zmianę decyzji.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Czy Mateusz 24 dotyczy tylko zburzenia Jerozolimy?
Nie. Część proroctwa wypełniła się w I wieku, ale dalsze fragmenty wyraźnie odnoszą się do czasów ostatecznych.
Co Jezus miał na myśli mówiąc o znakach czasów ostatecznych?
Opisał ciąg wydarzeń: zwiedzenie, wojny, prześladowania, wielki ucisk i swoje widzialne powtórne przyjście.
Kim są fałszywi mesjasze według Ewangelii Mateusza?
To osoby, które podszywają się pod Chrystusa lub przypisują sobie boską rolę i autorytet.
Czy wojny oznaczają, że koniec świata jest blisko?
Nie same w sobie. Jezus wyraźnie mówi, że wojny to jeszcze nie koniec.
Co oznacza „ohyda spustoszenia” w Mateusza 24?
To wydarzenie zapowiedziane przez proroka Daniela, odnoszące się zarówno do historii Jerozolimy, jak i przyszłych czasów ostatecznych.
Czy Jezus podał datę swojego powrotu?
Nie. Wyraźnie stwierdził, że dnia ani godziny nie zna nikt poza Ojcem.
Jak rozumieć słowa o „tym pokoleniu”?
Tekst ma podwójne znaczenie – odnosi się do pokolenia apostołów oraz do ostatniego pokolenia przed końcem.
Czy powrót Jezusa będzie tajemny?
Nie. Ma być widoczny dla wszystkich, jak błyskawica na niebie.



Dodaj komentarz